Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

15 maja 2011

Komiksowy Cytat Tygodnia - Corto Maltese, Tom 10: Tango

Polskie akcenty w zachodnich komiksach pojawiają się tak rzadko, że jak dotad nikomu chyba nie przyszło do głowy ich tropienie. Po co bowiem przygnębiać się własną nieobecnością, uświadamiając sobie z żalem, że nikogo nie interesujemy? Oczywiście od każdej reguły są wyjątki i z marszu można wymienić przynajmniej trzy. Ten najważniejszy to oczywiście Maus Arta Spiegelmana, gdzie przybraliśmy niezbyt chwalebną postać świń. Ta personifikacja stała się niegdyś powodem oburzenia co niektórych, tymczasem z rozwoju wypadków wyraźnie wynika, że nie była wcale najgorszą z możliwych. Przede wszystkim, świnia może być uznana za zwierzę całkiem sympatyczne. Ponadto w czasach wielkiej inwazji kotów i zorganizowanych przez nich obozów zagłady znacznie bezpieczniej było tłuścioszkom niż chudym myszkom (takim jak sam bohater). Już w ludzkiej postaci, lecz wciąż w okresie II Wojny Światowej, byli Polacy świadkami interwencji samego Człowieka ze Stali w historii Superman: Time and Time Again. Niestety, rzucany z jednej epoki historycznej w drugą bohater nie miał możliwości pokonać III Rzeszy w pojedynkę. Udało mu się co prawda uratować tysiąc ludzi, lecz cóż to jest przy milionowych stratach?
Wydaje się, że zawsze łączeni będziemy z martyrologią, nawet kiedy zagraniczni twórcy zdecydują się sportretować bardziej odległą przeszłość. Tak dzieje się w mandze Aż do nieba. Tajemnicza historia Polski. Pani Riyoko Ikeda, specjalistka od historycznych wyciskaczy łez (Róża z Wersalu), dostrzegła w okresie rozbiorów i późniejszych wojen napoleońskich idealne tło dla tragicznego romansu, którego bohaterem jest sam książę Józef Poniatowski. Czytając o jego burzliwych losach, nie sposób nie uronić również łezki nad umęczoną, gnębioną przez zaborców Rzeczposplitą.
W tym elitarnym gronie "polonicum" zgoła nietypową pozycję zajmuje dziesiaty tom Corto Maltese, wybitnej włoskiej serii, rozgrywajacej się na początku XX wieku. Choć w tym okresie Polacy byli wciąż pod jarzmem obcego panowania, nie pozwalali o sobie zapomnieć, i jak się okazuje, nie tylko w tym pozytywnym sensie, jako laureaci Nagrody Nobla z zakresu fizyki (Maria Skłodowska-Curie) czy literatury (Henryk Sienkiewicz). Niektórzy wykazywali przedsiębiorczość w znacznie mniej chwalebnych dziedzinach, o czym przekonuje poniższy dialog z początku albumu Tango. Zarys fabuły: Corto zjawia się w Argentynie, by odnaleźć swoją przyjaciółkę, Luise Brookszowyc...


Corto Maltese: Powiedz, Fosforito, nie znasz przypadkiem stowarzyszenia o nazwie "Warsavia"?
Fosforito: Warsavia? Zamierzasz igrać z ogniem!

Corto Maltese: Dlaczego?
Fosforito: Warsavia to parawan przestępczej siatki.

Fosforito: Owo stowarzyszenie wzajemnej pomocy, założone na początku wieku na mocy prawa z 1901 roku, nie jest niczym innym niż zbieraniną rajfurów.
Corto Maltese: Skąd nazwa Warsavia?

Fosforito: Ponieważ prawie wszyscy mają polskie korzenie, co nie oznacza, że wszyscy imigranci z Polski zajmują się prostytucją.* Stowarzyszenie liczy sobie około 300 członków, którzy kontrolują 3000 burdeli, gdzie pracuje 30 000 dziewcząt.
Większość z nich to Żydówki, zwiedzione fałszywymi propozycjami małżeństwa...

* Uff... Kamień spadł mi z serca!
Fosforito: ...które przywieziono tutaj, do Buenos Aires i Rosario. Znajdują się tu również włoscy rajfurzy, hiszpańscy sutenerzy i francuscy alfonsi, wyrywający sobie strefy wpływów. Skąd to pytanie?
Corto Maltese: Znałem dziewczynę, która przyjechała tutaj, by pracować dla tych ludzi.

Fosforito: Ach... To nie będzie proste. Te środowisko ma swoje ścisłe prawa. Kiedy dziewczyny się buntują, zostają wysłane na południe albo znikają. Znasz jej adres?
Corto Maltese: Nie.

Odszukanie Louise nie będzie prostym zadaniem. Corto jeszcze nie domyśla się, na jakie niebezpieczeństwo naraża się, wchodząc w drogę demonicznemu stowarzyszeniu Warsavia! Choć trzymałem za niego kciuki, miałem zarazem cichą satysfakcję, że po raz pierwszy przypada nam rola czarnych charakterów. Nie udało mi się niestety odszukać informacji o tej przestępczej organizacji. Z wiadomych wzgledów nie wspominają o niej w podręcznikach. Ufam jednak Hugo Prattowi, który już nie raz dał się poznać jako rzetelny i wnikliwy badacz tego wyjatkowo burzliwego okresu w dziejach...

27 grudnia 2010

Komiksowy Cytat Tygodnia - Maksym Osa

Historyczny kryminał Igora Baranko, który doczekał się już wydania rosyjskiego, litewskiego, polskiego, a nawet francuskiego (vide prezentowana powyżej okładka), aż skrzy się od inteligentnego, słowiańskiego dowcipu. Niełatwo było jednak wykroić z niego cytat, nie ujawniając przy tym jakiegoś elementu misternie uknutej intrygi. Również poniższy fragment wprowadza ważną postać, której zwierzenia dostarczają kozackiemu detektywowi kolejnej porcji cennych informacji. Natomiast po bezceremonialnym wyrwaniu z kontekstu głównym tematem "karczemnego" epizodu okazuje się alkohol i jego wpływ na ludzką percepcję...


Maksym Osa: Hej, karczmarko! Kwartę gorzałki i solonych grzybów!

Maksym Osa: Dziękuję, piękna.
Dorodna karczmarka: Na zdrowie, Kozaku.


Po kwadransie wytężonej refleksji nad przebiegiem śledztwa...

Maksym Osa: Hej, jeszcze gorzały!
Hmm... Kobiety karmią dzieci piersią...

Maksym Osa: Mężczyźni lubią żeńskie piersi...
Znaczy, że dla wszystkich kobiet mężczyźni są jak dzieci?
Cholera, przez bimbały straciłem wątek...

A to kto?
Diakon Silantij: Jestem diakon Silantij.

Diakon Silantij: Tyś prawosławny?
Maksym Osa: A jakże!
Diakon Silantij: A przeżegnaj się trzema palcami!

Maksym Osa: I jak?
Może wypijesz ze mną?

Diakon Silantij: Nie! I tobie nie radzę pić więcej gorzałki!

Diakon Silantij: Zrobił ją sam Belzebub i dał nam, żeby poprowadzić do grzechu!

Diakon Silantij: Dwa tygodnie temu byłem w Kijowie na pielgrzymce...
I po drodze ugościli mnie gorzałką. Patrzę więc na Świętą Ławrę Kijowsko-Pieczerską i wydaje mi się, że cały świat dookoła to tylko obraz.

Diakon Silantij: Obraz narysowany przez Boga i jak dotkniesz go palcem, możesz zrobić dziurkę...
Zrobiłem i zajrzałem w nią...
I samego Pana Boga zobaczyłem!


Maksym Osa: Nieźle wtedy wypiłeś, ojcze!
Diakon Silantij: I więcej nie piję!

3 grudnia 2010

Niedostępne?

Diuk Jan, zwany również Sebastianem Polakiem, gotów jest na każde zuchwalstwo w imię miłości do królewny Rychezy, zwanej także Beatrycze prawem analogii z muzą Dante Alighieriego (zwanego tutaj Aligerusem). Bohater wielce nietypowej powieści historycznej Teodora Parnickiego nie tylko ściga po całej Europie tajemniczego osobnika, najprawdopodobniej odpowiedzialnego za śmierć ojca swej ukochanej, polskiego króla Przemysława II, ale też nie waha się prosić samego papieża o sfinansowanie wyprawy na drugi koniec oceanu, gdzie wedle wszelkiego podobieństwa znajduje się Czyściec, a może także rozwiązanie zagadki płci Ducha Świętego/Duszycy Świętej (wybór nazewnictwa zależny od zapatrywań). Ojciec Święty nie wyraża jednak zgody na szaleńczą ekspedycję, uznając, że Jan bardziej się przyda w Polsce, pełniąc zaszczytną funkcję watykańskiego poborcy podatków! Nie tylko pod tym względem papież Jan XXII okazuje zdrowy rozsądek i przenikliwość. Oto, w jaki sposób analizuje mechanizm funkcjonowania platonicznej miłości poetyckiej (za kilka wieków przyjmie ona miano "romantycznej"), mającej za obiekt kochankę doskonałą i nieziemską, czyli Beatrycze...

"Żadna Beatrycze nie jest nigdy niczym innym niż tylko odbiciem zwierciadlanym, czyli inaczej jeszcze: powtórzeniem matki własnej... Jak nas rodziły panie Beatrycze - te osiągnięte - ojców naszych, spodziewamy się od naszych pań Beatryczy (spodziewanie takie przecież może być równie dobrze świadome, półświadome, zaledwie świadome lub w ogóle bezwiedne), iż nam z kolei będą rodzić dzieci. Gdy chce rodzić dzieci z kim innym, nie zaś z nami - czyli dosięgnąć nie możemy jej - jesteśmy skłonni mówić, by ukryć wstyd z powodu niemożności dosięgnięcia jej: 'Jest tak wysoko, że nikt by jej nie dosięgnął'.
...Lecz że w przeciwieństwie do nas są tacy, których stać na sięgnięcie i bardzo nawet wysoko - opędzamy się myślom, tak bardzo upokarzającym dla siebie właśnie o tych władnych sięgać znacznie wyżej niż my sami - w ten sposób, by Beatrycze, nieosiągalne dla nas samych, zdawały się być przynajmniej - jeżeliby i nie były naprawdę - umieszczone możliwie najwyżej. Jakie zaś jest miejsce najwyższe z wyobrażalnych? Niebo. Więc też powiadają Aligerusowie, ojcowie niedoszli dzieci z Beatryczy swych - przecież niedostępnych sobie: 'Dlategośmy niedoszli ojcowie, iż naszych Beatryczy miejsce w niebie jest nie na ziemi, wśród śmiertelnych, takich jak my i wszyscy inni, którzy z nami wraz ziemskimi są tylko ludźmi, a skoro ziemskimi, to właśnie i niegodnymi, byśmy dzieci mieli z wybrankami niebios'."


Tytuł: Tylko Beatrycze
Autor: Teodor Parnicki
Wydawca: Do wyboru, do koloru - od 1962 roku pojawiło się już wiele edycji... Sam czytałem miniaturowe wydanie Czytelnika, ale doświadczenie uczy, że najlepiej sięgnąć po wzbogacony obfitym wstępem tomik Biblioteki Narodowej.

18 września 2010

Mateczko Rosjo, wspomóż Ukrainę!

Taras Bulba to nowa rosyjska superprodukcja w reżyserii Vladimira Bortko. Chciałem napisać o niej coś mądrego, ale jakoś nie potrafię. Zresztą, niektóre filmy mówią same za siebie. Albo wyręczają się narratorem i protagonistami. Oddaję więc głos ukraińskim Kozakom, którzy do krwi ostatniej walczą z Lachami (tzn. z nami!), choć nie tyle dla odzyskania niepodległości, lecz aby łaskawie zauważyło i przygarnęło ich przyszłe ZSRR!
Można potraktować ten post jako "sequel" jednego z czerwcowych KCT, w którym dowiadywaliśmy się, co myślą bohaterowie klasycznych polskich komiksów tuż przed skonaniem. Teraz przyszła kolej na walecznych Kozaków, którzy w obliczu śmierci robią się wyjątkowo elokwentni...


Kozacki pop (kula w bebechy): Nie żal rozstawać się ze światem. Daj Boże każdemu doczekać takiego końca! Niech na wieki będzie sławną rosyjska ziemia!

Stiepan (wbity na dzidy): Niech przepadną wszyscy wrogowie i przez stulecia raduje się rosyjska ziemia!

Akurat ta przemowa była krótka, lecz skwapliwie uzupełnia ją narrator:

Narrator: I odleciała młoda dusza... Wzięli ją pod ręce aniołowie i ponieśli w niebiosa. Siądź, Stiepan, po mojej prawicy, powie mu Chrystus. Nie zdradziłeś towarzyszy... nie uczyniłeś niczego niegodziwego.* Chroniłeś i zachowałeś moją cerkiew.

* Jezus łaskawie przymyka oko na aktywny udział Stiepana przy wyrzynaniu kilkudziesięciu polskich wiosek. W końcu ich mieszkańcy nie byli prawosławni!

Borodaty (zasiekany szablami): Mam nadzieję, panowie bracia, że umieram dobrą śmiercią. Zarąbałem siedmiu, kopią zakłułem dziewięciu. Niech na wieki rozkwita...rosyjska ziemia!

Mosij Szyło (podstępnie ukłuty w plecy): Żegnajcie... panowie bracia, towarzysze. Niech na wieki trwa prawosławna, rosyjska ziemia. I wieczna jej chwała!

Kolejny Kozak (ugodzony w pierś): Dziękuję Bogu, że przyszło mi umrzeć w waszej obecności, towarzysze. Niech naszym następcom żyje się lepiej, niż nam przyszło żyć... i niech pięknieje umiłowana przez Chrystusa rosyjska ziemia!

Taras Bulba (płonąc na stosie): Co? Pojmaliście mnie, przeklęte Lachy? Poczekajcie! Nadejdą takie czasy, że zrozumiecie, co znaczy prawosławna, rosyjska wiara! Już teraz szanują ją bliższe i dalsze narody. Zrodzi się.... z rosyjskiej ziemi... nasz car! I nie będzie w świecie siły, która by mu nie uległa!

Narrator (dodaje): Ale czy znajdą się na świecie tacy odważni... takie ognie i taka moc, która pokonałaby rosyjską potęgę?

Z pewnością nie za wspaniałych rządów Wladimira Putina!!!

4 września 2010

Komiksowy Cytat Tygodnia – Asterix, T.16: Asterix u Helwetów

Pozostajemy w klimacie antycznym... Wystawne orgie były tak istotnym elementem życia Rzymian, że obowiązkowo musiano o nich wspomnieć w każdym dziele, jakie traktowało o Imperium, nawet jeśli przeznaczone było dla dzieci i młodzieży. Vide Asterix. Tuż na początku albumu szesnastego pojawia się scena hucznej zabawy, której uczestnicy nie znają umiarkowania w jedzeniu i piciu. Przy okazji Gościnny i Uderzo pozwalają sobie na pewną aluzję, możliwą do odczytania wyłącznie przez starszych czytelników…

Nastrój niewinnej zabawy, jaka panuje w osadzie galijskiej, różni się oczywiście od atmosfery w pałacu Grukchusa Mawirusa, potężnego namiestnika rzymskiego w Condate (Rennes). Tymczasem robią tu wszystko, aby się zabawić…

Grukchus Mawirus: Ach! Oto i tancerki!

Biesiadnik: Na Jowisza, szlachetny Mawirusie, twoje orgie są cudownie dekadenckie. Pozwalają nam zapomnieć, że jesteśmy tak daleko od Rzymu!
Grukchus Mawirus: Najważniejsze to wykazać się dobrym smakiem… Moje orgie przygotowuje sam Fellinus, rzymski organizator imprez.

Nie tylko twórcy Asterixa decydują się na podobną formę hołdu dla Federico Felliniego. Jego Satyricon, absolutnie genialną wizję antycznego Rzymu, docenił również Derek Jarman, którego pełnometrażowy debiut, gejowski poemat o miłości św. Sebastiana do Chrystusa, rozgrywa się mniej więcej w tym samym okresie. Uwaga: W przemowie centuriona, z rozrzewnieniem wspominającego dawne czasy, można rozszyfrować jeszcze jedno głośne nazwisko!

Centurion: Za mojej młodości, to dopiero były orgie! A jakie wyścigi rydwanów słynnego Cecilli Mille, reżysera z Silva Sacra. Co noc organizował przedstawienia z setkami tańczących dziewcząt. A teraz… Niedawno zjawił się ten człowiek ze wschodu, nazywany Fillistini. Zaliczył wszystkie burdele Rzymu, szukając pięknych chłopców do swojego spektaklu Satyricon. Komu dwadzieścia lat temu przyszłaby do głowy podobna perwersja?


Tak, Rzym po Fellinusie nie wygląda już tak samo...

2 września 2010

Mio figlio Nerone (1956) - Boski, oszczędzaj głos!

W latach 50. ekrany kin zdominowały wielkie produkcje historyczne, przeważnie o tematyce biblijnej (Stary Testament, Jezus i spółka) i około-biblijnej (prześladowania szlachetnych chrześcijan przez dekadenckich Rzymian). Kręcone z przepychem, w technice Technicolor i widescreen, bez wątpienia były imponującymi widowiskami, jednak już nawet wówczas mogły irytować bardziej wyrobionych widzów niemiłosiernym patosem, fabularnym banałem i natrętnym moralizatorstwem. Od pewnego momentu inicjatywę przejęli Włosi, realizując setki filmów o zbliżonej tematyce i znacznie skromniejszym budżecie. Jednak w 1956 roku postanowili zabawić się nieco kosztem antyku, realizując komedię Mio figlio Nerone, w której centralną postacią został najbardziej popularny czarny charakter filmów sandałowych, cesarz Neron.

Jakże to, matkobójca i podpalacz Rzymu bohaterem lekkiej komedii?!? Ale właściwie, dlaczego by nie? Od prawie dwóch tysięcy lat ten rzymski cesarz był obiektem niezliczonej liczby niewybrednych paszkwili. Chrześcijanie nie mogli mu wybaczyć, że to za jego panowania rozpoczęły się prześladowania ich religii, nie zakrojone co prawda na tak szeroką skalę, jak to się zazwyczaj przedstawia, ale mniejsza o szczegóły. Neron stał się symbolem krwawego tyrana, a dla jego większego zohydzenia uczyniono zeń karykaturę, wyśmiewając wszystko, co tylko się dało: jego rude włosy, tuszę, nawet zacięcie artystyczne. Ten komiczny aspekt cesarza widać dość dobrze w ekranizacjach Quo Vadis, zawierających obowiązkową scenę, w której niemiłosiernie fałszuje przy akompaniamencie liry, skwapliwie oklaskiwany przez zastraszonych dworaków. Zwłaszcza Peter Ustinov w słynnej amerykańskiej produkcji nie zawahał się swoją aktorską szarżą uczynić z Nerona postaci, która budzi zarówno grozę, jak i śmiech.

Jeszcze dalej poszedł w Mio figlio Nerone Alberto Sordi, który jako szalony cesarz wyłącznie bawi, pomimo licznych nagannych postępków, jakich się dopuszcza. Zresztą bardzo często to właśnie one stają się źródłem przedniej rozrywki. Neron stroni od Rzymu, spędzając czas w nadmorskiej willi, w towarzystwie swojej narzeczonej, pięknej Poppei (Brigitte Bardot) oraz starego nauczyciela, filozofa Seneki (Vittorio De Sica). Idyllę przerywa pojawienie się Agryppiny (Gloria Swanson), matki cesarza, która nie daje mu spokoju, namawiając do podboju Brytanii. Przyłączenie nowych ziem do imperium byłoby czynem godnym władcy Rzymu i napełniłoby dumą jej matczyne serce. Tymczasem Neron ma zupełnie inną wizję swojej kariery. Chciałby zostać pierwszym artystą na carskim tronie, a zagranicę podbić raczej swym talentem wokalnym podczas międzynarodowego tournee.

Jego zapał jest autentyczny i aż szkoda, że nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistych umiejętnościach. Co do tego, że Neron nie powinien śpiewać, zgadzają się wszyscy, doskonale przy tym wiedząc, że zdradzenie się z tą opinią nie byłoby czynem rozsądnym. Jednak podczas gdy Poppea i Seneka, pragnący utrzymać swą pozycję faworytów, prześcigają się w komplementach, matka robi wszystko, by poznał przykrą prawdę o swym talencie. Rzecz jasna wykorzystuje do tego osoby postronne. Nawet bez prób kwestionowania talentu syna Agryppina musi mieć się na baczności. Neron przeczuwa, że to właśnie ona jest główną przeszkodą na drodze do wielkiej kariery i postanawia się jej pozbyć. Na wszelkie możliwe sposoby. Czy jednak osobę, której udało się przeżyć rządy Tyberiusza, Kaliguli i Klaudiusza (notabene pomagając temu ostatniemu w przejściu na tamten świat), można tak łatwo wyeliminować?

Komedie historyczne rzadko kiedy są autentycznie zabawne, gdyż opierają się głównie na wygłupach (Kleopatra poślizguje się na skórce od banana, itp.), na szczęście Mio figlio Nerone uznać można za chwalebny wyjątek. Mogłoby się wydawać, że śpiewający Neron to czysty banał, a jednak! Widok Alberto Sordiego, który na scenie ozdobionej jak do barokowej opery wykonuje arię Mamma Mia, w czym wspomaga go chór uroczych cherubinków, potrafi rozbawić do łez. Podobnej sekwencji nie powstydziłby się sam Ken Russell za swoich najlepszych lat! Międzynarodowa obsada świetnie się ze sobą czuje, choć ze wspomnień Brigitte Bardot wynika, że na planie każdy mówił w swoim ojczystym języku (ona sama po francusku, Sordi i De Sica po włosku, a Swanson amerykańskim angielskim) i raz po raz pojawiały się problemy z komunikacją. A propos Bardotki, w kostiumie antycznym wygląda równie wspaniale, co we współczesnym i kto wie, czy gdyby w tym samym roku nie zagarnął jej Roger Vadim, nie stałaby się największą gwiazdą włoskich peplum?

W przedniej rozrywce nie powinien nam przeszkadzać fakt, że autentyczna historia wyglądała akurat odwrotnie. Gdyby Neron istotnie zaszył się na prowincji i muzykował, Agryppina byłaby wniebowzięta. Tych dwoje toczyło bowiem bezpardonową walkę o władzę, w której każdy cios był dozwolony, a wygrać mógł sprytniejszy i bardziej bezwzględny. Fakt zwycięstwa Nerona dobrze świadczy o jego inteligencji, choć nie przynosi mu chwały. Nerona na serio należy szukać jednak gdzie indziej, nie w kinie, lecz komiksowej serii Murena, której cztery pierwsze albumy wyszły również u nas.

„Minął Nero, jak mija wicher, burza, pożar, wojna lub mór”, ale na szczęście można oglądać go w tak fajnych filmach, jak ten:

Niezapowiedziana wizyta mamusi


Agryppina chce uczynić z syna wojaka, on natomiast marzy raczej o karierze wokalnej (patrz niżej)


A Song For Mamma


Poppea podczas jednej ze swych mlecznych kąpieli


Poppei nigdy za wiele!


Neron, Seneka i Poppea przygotowują ostateczne rozwiązanie problemu Agryppiny. Czy tym razem się powiedzie?


Seneka dyktuje strofy dla potomności


Poppea Forever!


Na imprezach u Nerona czas mija jak z bicza strzelił!


Triumf artysty

30 sierpnia 2010

Katia (1959) – Car, moja miłość

Nie mamy dobrych doświadczeń z carską Rosją. Co prawda przez cały XIX wiek stanowiliśmy część Imperium, ale najwyraźniej nie chcieliśmy tego faktu zaakceptować. Świadczą nie tylko kolejne desperackie próby odzyskania niepodległości, ale i ówczesna literatura, utrwalająca negatywny obraz ciemiężcy, chyba ważniejsza dla naszej zbiorowej świadomości niż wszystkie nieudane zrywy narodowe. Wystarczy sięgnąć po Mickiewicza, który dla Rosji nie ma litości, zwłaszcza w Dziadach: piękne miasto Petersburg oskarża o brak gustu, zaś największym bluźnierstwem, jakie wkłada w usta Konradowi, jest porównanie Boga do cara! Nic dziwnego, że po tej lekturze wobec żadnego z przedstawicieli rosyjskich monarchów nie możemy żywić ciepłych uczuć.

Co innego Francuzi, którzy z władcami Rosji utrzymywali pozytywne stosunki i mieli powody, by opłakiwać koniec dynastii Romanowów. O ich sympatii względem carów świadczy dobitnie film Katia, powstały pod koniec lat 50. Jego treścią jest namiętny romans Aleksandra II z młodą arystokratką, wyniesioną do rangi pierwszej faworyty (z perspektywą zostania carycą, do czego niestety nie dochodzi). Aleksander II ukazany zostaje jako mądry, przenikliwy władca, który pragnie polepszyć dolę ludu. Niestety, na drodze realizacji zaplanowanych przez niego reform socjalnych stają ministrowie, myśląca wyłącznie o własnych interesach. Ileż dobrego dokonałby car, gdyby nie ta banda pochlebców i obłudników! Niestety, o jego szlachetności nie wie tajna rada rewolucjonistów, której idee socjalizmu uderzyły do głowy, popychając do czynów desperackich, takich jak próba zamachu na znienawidzonego władcę…

Rewolucyjne wrzenie, śmiertelne niebezpieczne dla monarchii, okazuje się zbawienne dla samego filmu, który jako melodramat mógłby okazać się za mało dramatyczny. Romans bohaterów nie napotyka zbyt wielu przeszkód. On ją kocha, zaś ona jego, obydwoje są piękni i czarujący, a różnica wieku nie przeszkadza. Ministrowie szemrzą, ale ostatecznie romans Aleksandra nie kłopocze ich w takim stopniu, jak jego miłość do ludu. Nawet schorowana caryca akceptuje nową kochankę męża i na łożu śmierci wyznacza ją na swą następczynią. Ciąg dalszy mógłby być romantyczną idyllą, gdyby nie ta przeklęta polityka. Zamachy na Aleksandra powtarzają się i choć on sam zachowuje godne podziwu opanowanie, nie zmienia to faktu, że jego życie wisi na włosku. Chyba że wprowadzi na czas satysfakcjonujące dla rewolucjonistów reformy. Czy jednak pozwolą mu na to interesowni ministrowie?

Po filmie Roberta Siodmaka spodziewałem się po prostu romansu z wyższych sfer, tymczasem otrzymałem znacznie więcej. Co prawda para amantów jest nie do pogardzenia. Curd Jürgens, niemiecki aktor bardzo chętnie obsadzany we francuskich produkcjach, jak mało kto nadaje się do ról twardych i szlachetnych władców (a także dzielnych wojaków). Romy Schneider specjalizowała się w tym okresie w rolach młodych dziewcząt, które swym wdziękiem podbijają serca osób u władzy: królów, cesarzy, carów... Curd i Romy doskonale się prezentują, tak że nietrudno uwierzyć w ich ekranową miłość. Jednak kolejna po tetralogii Sissi miłosna historia z wyższych sfer bardzo łatwo mogłaby znudzić widza, gdyby nie zastrzyk napięcia pod postacią rewolucjonistów. Choć są ewidentnym zagrożeniem, film unika ich potępienia. Cele przecież mają słuszne, tylko te ich metody… Gdyby tylko wiedzieli, że car dobrze im życzy i należy raczej zabrać się za osoby z jego gabinetu!

Pomimo dość drastycznego finału, wymowa całości okazuje się zaskakująco pojednawcza. Twórcom udaje się zarówno poprzeć postępowe hasła, jak i zachować honor i splendor Jego Majestatu. A jednak Katia przekona do siebie głównie konserwatystów, ponieważ przede wszystkim jest wyrazem sentymentu za bezpowrotnie minioną epoką, za jej świetnością i blichtrem, za pięknymi kobietami w zachwycających sukniach oraz przystojnymi mężczyznami w świetnie skrojonych mundurach. Tęsknoty za dawną mocarstwowością. I choć ta nigdy nie była naszym udziałem, bardzo przyjemnie jest zapomnieć o tym na czas seansu i przez półtorej godziny pławić się w luksusach carskiego dworu.

Фото:

Car Aleksander II oraz jego syn,
poirytowani ślamazarnością rządu


Wdzięczna heroina


Car i Katia bratający się z ludem


Jej pierwszy bal


To właśnie miłość!


XIX wieczna Rosja to okres wielu krwawych pojedynków


Jednak car powinien obawiać się raczej Komitetu Rewolucyjnego…


… który z maniakalnym uporem przygotowuje kolejne zamachy
(tutaj: bombowy)


Pełna złych przeczuć Katia żegna ukochanego.
Czy zobaczy go jeszcze żywego?!?