2 czerwca 2010

Komiksowy Cytat Tygodnia: Genesis (Księga Rodzaju)


Gdy tak niepokorny twórca jak Robert Crumb zabiera się za zilustrowanie Starego Testamentu, spodziewamy się bluźnierstwa i szyderstw. Tymczasem nic z tych rzeczy. Crumb podszedł do tekstu źródłowego z pietyzmem, nie zmieniając i nie opuszczając ani jednego zdania. Stworzył znakomity komiks, udowadniając zarazem, że wierni nie mają monopolu na adaptacje Biblii. Ba, wychodzą one lepiej ateistom, ponieważ ci nie boją się przedstawiać treści, które podczas kazania i katechezy raczej się pomija. Niepoprawności politycznej jest w Księdze Rodzaju co niemiara, co zresztą czyni lekturę jeszcze ciekawszą.
Przyjrzyjmy się choćby historii Lota. Zapewne wszyscy to pamiętają, ale dla porządku: Jahwe rozgniewał się na mieszkańców Sodomy i Gomory za ich bezbożność i rozpustę i postanowił zniszczyć obydwa miasta deszczem siarki i ognia. Wcześniej jednak wysłał do Sodomy dwóch aniołów, by odszukali wśród jej murów kogoś, kto nie zasłużył sobie na ów paskudny koniec...


Oto dwaj boży wysłannicy przybyli do Sodomy wieczorem, kiedy to Lot siedział w bramie Sodomy.

Gdy Lot ich ujrzał, wyszedł naprzeciw nich i oddawszy im pokłon do ziemi rzekł:
Lot: Ach, raczcie, panowie moi, zajść do domu sługi waszego na nocleg, obmyjecie sobie nogi, a rano pójdziecie w dalszą drogę.
A oni mu rzekli:
Boży wysłannik: Nie! Spędzimy noc na dworze.

Gdy on usilnie ich prosił, zgodzili się i weszli do jego domu. On zaś przygotował wieczerzę, poleciwszy upiec chleba przaśnego. I posilili się.

Zanim jeszcze udali się na spoczynek, mieszkający w Sodomie mężczyźni, młodzi i starzy, ze wszystkich stron miasta, otoczyli dom. Wywołali Lota i rzekli do niego:
Sodomita #1: Gdzie są ci ludzie, którzy przyszli do ciebie tego wieczoru?
Sodomita #2: Wyprowadź ich do nas, abyśmy mogli mogli z nimi poswawolić!

Po francusku ostatnia kwestia brzmi: abyśmy mogli ich poznać. Czyżby stąd pochodził zwrot "poznać kogoś w sensie biblijnym"?

Lot, który wyszedł do nich do wejścia, zaryglowawszy za sobą drzwi, rzekł im:
Lot: Bracia moi, proszę was, nie dopuszczajcie się tego występku! Mam dwie córki, które jeszcze nie żyły z mężczyzną! Pozwólcie, że je wyprowadzę do was i postąpicie z nimi, jak się wam podoba! Bylebyście tym ludziom niczego nie czynili, bo czyż nie są oni pod moim dachem?!?

Nie sposób oskarżyć Lota o brak gościnności! Sodomici jednak, jak to sodomici, pogardzili niewieścimi wdziękami i w dalszym ciągu napastowali dwóch nieznajomych. Na własną zgubę...


I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami, a także roślinność.

Jakie nauki wyciągnąć mogą z tej opowieści wierni? Primo: Gość w dom, Bóg w dom (ok, to całkiem sympatyczny wniosek). Secundo: Kobieta jest bytem podrzędnym, którym mężczyzna - Pan i Władca - ma prawo dysponować według własnego uznania. Tertio: Bóg nienawidzi pedałów (możemy więc zabijać ich w Jego imieniu). Wiem, że powtarzam tu oczywistości, ale jest znacznie bezpieczniej dla wszystkich czytać Biblię jako dzieło literackie, niż jako tzw. Pismo Święte, gdzie każde zdanie ma rangę prawdy objawionej...

31 maja 2010

Alix, Tom I - Alix l'intrépide

Nieustraszony Alix jest dla mnie albumem wyjątkowym, gdyż od niego zaczęła się moja przygoda z francuskim. Co prawda, nie dane mu było stać się pierwszym komiksem, jaki przeczytałem w tym pięknym języku. Wręcz przeciwnie, okazał się tak trudny i niewdzięczny w lekturze, że na kilka miesięcy zraziłem się do nauki! Dopiero jakiś czas później przemożne pragnienie poznawania europejskich komiksów wzięło górę nad gnuśnością i lenistwem, skłaniając mnie do podjęcia na nowo trudów samodzielnej edukacji. Nauczony doświadczeniem, pierwsze lektury wybierałem sobie spośród komiksów językowo prostszych – Asterix, Thorgal, Zara La Vampira, te bardziej rozgadane zostawiając sobie na przyszłość. Nie było rzecz jasna wątpliwości, że wcześniej czy później zmierzę się z albumem, przy którym wcześniej tak sromotnie poległem. I nadszedł wreszcie ten dzień…

Nie da się ukryć, że sięgnięcie po tak trudny tytuł na sam początek nauki nie było posunięciem rozsądnym. Alix jest dziełem starej daty, powstał na samym początku lat pięćdziesiątych. Autorzy nie mieli jeszcze zaufania do czytelności własnych rysunków i zdolności percepcyjnych odbiorcy, każdy obrazek opatrywali więc komentarzem więcej niż wyczerpującym. „Alix przystąpił dwa kroki po zimnej, marmurowej posadzce, przystanął i wstrzymując oddech, delikatnie odsłonił kotarę. Jego oczom ukazał się zaskakujący widok. Chłopak nie mógł uwierzyć własnym oczom…” Toż to opowiadanie z ilustracjami, a nie komiks, który powinien przemawiać obrazem! Ten typ narracji, kontrastujący z przyzwyczajeniami dzisiejszego odbiorcy, 60 lat temu był jednak na porządku dziennym i nie można czynić z niego zarzutu. Czy jednak warto odgrzebywać podobną ramotkę?

Odpowiedź zależała będzie od tego, jak bardzo interesujemy się komiksem historycznym. Dla miłośników tego gatunku, mającego we Francji bardzo silną pozycję, Alix jest wręcz lekturą obowiązkową. Jacques Martin utorował drogę i wyznaczył horyzont zainteresowań dla wszystkich autorów, podejmujących trud odtworzenia na kartach komiksu minionych epok. Do inspiracji Martinem przyznają się m.in. François Bourgeon (Towarzysze Zmierzchu) i Gilles Chaillet (Vasco). Kto wie, gdyby nie popularność Alixa, w głowie Gościnnego i Uderzo nie zrodziłby się pomysł do stworzenia parodii rzymskiego antyku? Czy to tylko zbieg okoliczności, że seria Martina rozgrywa się za konsulatu Juliusza Cezara, a jej tytułowym bohaterem jest młodzieniec pochodzenia galijskiego…

Już pierwszy album pozwala się zorientować, na jak szeroką skalę zakrojona będzie opowieść o Aliksie. Akcja pędzi na łeb, na szyję, jest jej nawet więcej, niż tekstu w dymkach! Nawet nie próbuję jej opisywać, to zbyt trudne zadanie! W kwestii nadmiaru atrakcji wiele wyjaśnia fakt, że pierwotnie przygody Alixa ukazywały się w gazecie. Mała objętość odcinka zmuszała do maksymalnej kondensacji akcji. Czytelnik gazety miał swoje prawa, w każdym numerze otrzymywać musiał coś atrakcyjnego i trzymającego w napięciu. Trochę gorzej wypada to jako albumowa całość. Nadmiar zdarzeń przytłacza, a supremacja tekstu nad obrazem miejscami irytuje. Od dziesięciu zwrotów akcji lepsze byłyby dwa, góra trzy, ale przedstawione dokładniej, z większą precyzją. Np. gdy na rzymski patrol napadają lwy, byłoby ciekawiej zobaczyć trzy większe kadry, wypełnione dramatyczną walką, a nie jeden mały, ograniczający się do prezentacji nóg zagryzionych żołnierzy. Z drugiej strony, zwolnienie akcji mogłoby opóźnić o kilka numerów spotkanie Alixa z Juliuszem Cezarem, a tego przecież byśmy nie chcieli!

Wśród fanów serii tom pierwszy jest rzecz jasna pozycją obowiązkową, każdy przecież chce wiedzieć, od czego się wszystko zaczęło, natomiast nie ocenia się go zbyt wysoko. Bohatera poznajemy dobrze dopiero w następnych. Również intrygi stają się w nich bardziej wyrafinowane, a tło historyczne ulega wyeksponowaniu. W sumie to całkiem dobre prognozy na przyszłość. Co prawda nie wyobrażam sobie, w jaki sposób można pogłębić Alixa, który w swojej pierwszej przygodzie wygląda na młodzieńca, jakich w komiksach wiele: szczerego, prawego i dzielnego blondaska. Może rzeczywiście zyska jakieś cechy charakterystyczne, ale nie liczyłbym na nagłą przemianę w postać szekspirowską. Najważniejsze jednak, by w jego towarzystwie miło się nam zwiedzało Imperium Rzymskie w całej jego rozciągłości. Ta wycieczka po antyku trwa zresztą po dziś dzień: w 2009 roku ukazał się 28 tom serii.

Niektóre z atrakcji:

Basen z żarłocznymi krokodylami!


Pojedynek ze złym centurionem!


Spotkanie z wygłodniałym stadem wilków!


Zażarta bitwa morska!


Brawurowy pojedynek rydwanów!


Wielki pożar Koloseum!

26 maja 2010

Komiksowy Cytat Tygodnia: All Star Batman i Robin, Cudowny Chłopiec

Spójrzmy prawdzie w oczy: to jedna ze słabszych pozycji o Batmanie. Bezapelacyjnie najsłabsza z tych, które podpisał Frank Miller. Do porażki przyczynił się przede wszystkim scenariusz, a raczej jego brak. Bez fabuły z prawdziwego zdarzenia nie ma sensu zabierać się za ambitne zadanie stworzenia alternatywnej historii Mrocznego Rycerza. Mini-seria Franka Millera i Jima Lee przynosi rozczarowanie, lecz na otarcie łez zostają liczne smaczki. Na przykład widok Batmana maskarującego szumowiny z uśmiechem na ustach - jak ten obrazek kontrastuje z tym, z czym mamy do czynienia w każdym innym komiksie, gdzie nasz mroczny heros uważa jak może, by nie wyrządzić przestępcom jakiejś większej krzywdy! Najbardziej zaś w millerowskim Batmanie cieszy konkretne podejście do arcyzgrabnych partnerek w arcyobcisłych kostiumach. One też nie pozostają obojętne na męski urok tego brutala...


Batman: To jest ból!

Batgirl: Nie zatrzymuje się. Nie oszczędza żadnego z nich. Ani jednego. Zanim zdążę złapać oddech, są kupą krwawiącego, płonącego mięsa.

Batgirl: I boże dopomóż, jakby uderzył we mnie grom: jestem w nim zakochana. W cholernym Batmanie.

Batman: Śpij dobrze, cioto! I żebyś mi więcej nie zaczepiał żadnych dziewczyn z Gotham!
Łobuz: Nie będę... Przyrzekam..
Batgirl: Czy ktoś ci kiedyś mówił, mój dobry człowieku, że jesteś totalnie seksowny?

Batman: Nie w ciągu ostatnich kilku dni.
Batgirl: To właśnie ci powiedziano.
Batman: Jej język ma piaskowy posmak. Jest palaczką. Cygara. Kubańskie. Nie całowałem palaczki od tygodni.

Batman: Ostatnią była Selina.

Batman: Nie zdejmujemy masek. Tak jest lepiej.

Grzmot (metaforycznie): Kraak!

Może i sztubackie to wszystko, a jednak cieszy. Zazwyczaj Bruce Wayne unika zbliżeń jak ognia, np. w Hush (również z grafiką Jima Lee) wystarczył jeden namiętny pocałunek Catwoman, by się wystraszył i przerwał ciekawie zapowiadający się związek. Ta daleko posunięta wstrzemięźliwość zaczynała już być podejrzana, skłaniając niektórych czytelników do dość śmiałych przypuszczeń. Ich owocem były między innymi akwarele autorstwa Marka Chamberlaina, rzucające nieco światła na istotę relacji Batmana z jego młodym podopiecznym!

Cykl, który doczekał się nawet oficjalnej wystawy w prestiżowej nowojorskiej galerii, wywołał furię i protesty DC Comics. Może stąd zielone światło dla Franka Millera, którego napakowany testosteronem Batman jest wręcz manifestacyjnie hetero?

25 maja 2010

Splatter w komiksie - temat tabu w Polsce?!?

W 1991 roku ukazał się w kioskach czwarty numer Valeriana, dość wyjątkowy, a to ze względu na część publicystyczną, poświęconą zjawisku komiksowej przemocy. Najciekawszy okazał się przedruk z włoskiego Corriere Della Serra, utrzymany w alarmującym tonie tekst o tytule Komiks - Wirus horroru wśród dzieci! Amerykę i Europę zalewa fala obrazkowego okrucieństwa i nihilizmu. Poważnie zagraża zdrowiu psychicznemu młodych odbiorców, a i starszych doprowadzić może do rozstroju nerwowego. Trzeba coś z tym zrobić, zanim będzie za późno! Aby przestroga nie pozostała gołosłowna, opatrzono ją kilkoma makabrycznymi fragmentami z różnych komiksów. Co też się na nich nie działo: bicie, wieszanie, patroszenie, wbijanie na rożen i pieczenie! Jakże to - myślałem z niezdrową ekscytacją - czyżby sceny tego typu były chlebem powszednim na zachodnim rynku komiksowym? A jeśli tak, to czy wkrótce pojawią się u nas?

Od tego momentu z niecierpliwością wypatrywałem w kioskach i księgarniach jakiegokolwiek tytułu utrzymanego w podobnej estetyce. Na próżno! Ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu rynek zwrócił się w inną stronę. Zamiast przedrukowywać europejską erotykę i horror, których - jak dowiedziałem się znacznie, znacznie później m.in. z książki Zgwałcone oczy Jerzego Szyłaka - w istocie było całkiem sporo, rodzimi wydawcy postawili na komiks amerykański i politycznie poprawne przygody superbohaterów. Kierujący swą ofertę do dzieci i młodzieży Tm-Semic na ładnych parę lat zdominował rynek, co blokowało działalność innych wydawnictw, skutecznie zapobiegając inwazji komiksowej przemocy. A przecież mogła znaleźć swoich odbiorców! O zapotrzebowaniu na bezpretensjonalne gore świadczyła chociażby ogromna popularność groszowych horrorów Guya N. Smitha, wydawanych w olbrzymich nakładach przez Phantom Press.

Obawy redaktorów Komiksu Fantastyki okazały się płonne i wyuzdanej przemocy nie udało się zdeprawować polskich czytelników. Na dobrą sprawę jedynym jej śladem są ilustracje, które zaprezentowali "dla przestrogi", narażając się na protesty rodziców, kupujących Valeriana swoim pociechom! Przez wiele lat te kilka obrazków stanowiło dla mnie symbol zakazanego, niedostępnego owocu z mitycznego drzewa komiksu europejskiego. Zastanawiałem się, z jakich konkretnie tytułów mogły pochodzić. Było to całkowitą tajemnicą, jako że ani w tekście, ani pod obrazkami nie raczono podać źródeł. Częściowa odpowiedź przyszła po kilkunastu latach, kiedy to dowiedziałem się o istnieniu fumetti neri, komiksów dla dorosłego czytelnika, wydawanych w kieszonkowym formacie (więcej o ich specyfice tutaj). Jest więcej niż pewne, że to właśnie z nich pochodziła większość ilustracji. O wiele trudniejszym zadaniem okazała się weryfikacja poszczególnych tytułów. Być może to wręcz mission impossible, lecz nie tracę nadziei. Jak dotąd udało mi się ustalić pochodzenie zaledwie jednego. Dobre i to, zwłaszcza że nie spotkało mnie o rozczarowanie: komiks okazał się tak niepoprawny, jak sobie życzyłem!

Sporo się zmieniło od czasów mojej młodości... Wydawcy nie muszą przejmować się młodym czytelnikiem, dla spokoju sumienia wystarczy mały znaczek Tylko dla dorosłych, umieszczony z tylnej strony okładki. Zresztą, zdecydowana większość młodzieży nie zawraca sobie głowy komiksami, preferując gry komputerowe, tak więc oferta skierowana jest przede wszystkim do amatorów pełnoletnich (i raczej zamożnych). Choć tzw. zeszytówki znikły bezpowrotnie, rynek jest dość bogaty, czasami więc trafia się również coś soczyście brutalnego: Kaznodzieja, Likwidator i Borgiowie... Co prawda zaprezentowana przemoc służy tu zawsze jakimś wyższym celom, np. krytyce establishmentu i kleru (jak w trzech wymienionych tytułach). Ale też całkiem niedawno wydawnictwo Hella Komiks, które wystartowało ostrym nunsploitation Piekielny zakon, zapowiadało całą serią "siarczystych" komiksów. Jednak po trzech czy czterech ciekawych (choć już nie tak mocnych) albumach zawiesiło działalność. Może ktoś przejmie po nich pałeczkę?

Na koniec pomyślnie zidentyfikowany kadr! Pochodzi z finału szóstego tomu Zora La Vampira (Zara w wersji francuskiej). Wampirzyca Zara i wiedźma Eleonora wpadają w łapy górali. Na nieszczęście dla tej drugiej, zbójnicy na poważnie traktują cytat ze Starego Testamentu: "Czarownicy żyć nie pozwolisz"... (Wj 22,17)

20 maja 2010

Komiksowy Cytat Tygodnia: Hup #4


Czytelnicy Hup, których Robert Crumb stawia przed trudnymi pytaniami egzystencjalnymi, nie mają co liczyć na łatwe odpowiedzi. Nie zna ich nawet sam autor! Ważne jednak, że w trakcie poszukiwań nie idzie na łatwiznę i nie daje się omamić żadnemu z systemów, które arogancko przyznają sobie prawo do wszechwiedzy. Do niektórych z nich ma zresztą prywatny resentyment...


Jezus: "Szukajcie, a znajdziecie... Proście, a będzie..."
Robert Crumb: Hej, tak trzymać! Jezu, jesteś prawym człekiem! W rzeczy samej, absolutnie wymiatasz, facet! Ale, wiesz co...
Tak wiele potwornych rzeczy zostało popełnionych w twoim świętym Imieniu.... Najlepiej będzie, jak wyniesiesz się stąd w cholerę...
Poza tym, miałem kiedyś dziewczynę, która rzuciła mnie dla gościa wyglądającego zupełnie jak ty!

Wielki But Historii: ŁUP!
Jezus: Aj! Ci głupi goje!