
W najlepszych historiach o Batmanie dominuje ponury ton, motywacja i postępowanie bohatera są kwestionowane, zaś finałowy triumf zawiera w sobie jakąś gorzką refleksję. Tak dzieje się również w Blind Justice Sama Hamma, którego dziełem były również scenariusze do obydwu burtonowskich Batmanów. Z miejsca widać, że Sam zna się na swojej robocie i potrafi stworzyć skomplikowaną, oryginalną intrygę. Nie podlega też wątpliwości jego talent do pisania inteligentnych dialogów. Natomiast jego psychologiczny portret Batmana należy do tych najbardziej pesymistycznych - a więc nie szlachetny (choć mroczny) Rycerz, tylko nieuleczalny obsesjonat, którego samotna krucjata może być wręcz pozbawiona sensu. Co prawda najbardziej bezwzględną ocenę bohatera zawiera monolog wewnętrzny najemnika Henri'ego Ducarda, niejako czarnego charakteru opowieści, może więc nie powinniśmy bezkrytycznie jej akceptować? Trzeba jednak przyznać, że Ducard ma niezłe argumenty...

Jego dedukcyjne talenty wydają się mocno przeceniane.

Nie, to co mnie interesuje...
...to fakt, że funkcjonuje jako latarnia dla pewnej odmiany psychotyków.
Specjalizują się oni w absurdalnie gigantycznych intrygach i jakikolwiek byłby ich rzekome usprawiedliwienie...
...chciwość, zemsta, zdobycie władzy...

Stąd kalambury, zagadki, rażąco oczywiste wskazówki, o których rozrzuceniu nigdy nie zapominają...
...wzywając swego przeciwnika, by odkrył oczywistości.
On zawsze triumfuje. Gdyby przegrał, zostaliby osieroceni. Ich pas de deux przestałby mieć sens.
Jak niegrzeczne dzieci, które prowokują gniew surowego, wymagającego ojca...

Dlatego też "dobro" zwycięża "zło".
Prawdziwe zło bardzo rzadko manifestuje się z takim hałasem.

Nie gustują w teatralności.
Kiedy Batman zajmuje się drobnymi złodziejaszkami i krzykliwymi szaleńcami, otchłań zgnilizny rozwiera się jeszcze szerzej u jego stóp.
Jest jak opatrunek u pacjenta chorego na raka.
Nie jestem rzecz jasna moralistą, ale moim zdaniem ten Batman ma bardzo ubogie rozumienie świata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz