27 lipca 2017

Jak zjadacza chleba w anioła przerobić? Poradnik praktyczny.

Gorąco zachęcany na Fejsbusiu do zapoznania się z treścią tygodnika "wSieci", który tak lekkomyślnie zaatakowałem w poprzednim wpisie, jak również zbliżonej tematycznie i estetycznie "Gazety Polskiej", ochoczo zabrałem się do lektury... i przeżyłem nie lada szok! Ociekające jadem okładki z hasłami typu "Rosyjskie rozkazy dla Tuska" bądź też "Uchodźcy przynieśli śmiertelne choroby" okazały się tylko i wyłącznie zasłoną dymną, wabikiem dla zwykłego zjadacza chleba (przedstawiającego się jako "prawdziwy, czystej krwi Polak"), który w poszukiwaniu tanich teorii spiskowych i legitymizacji swych kontrowersyjnych poglądów rasowych sięga po dany numer, zagląda do środka, po czym - całkiem nieświadomie! - nasiąka wartościami zgoła przeciwnymi.

Jakież to wartości? Lepszych nie znajdziecie! GŁĘBOKI HUMANIZM ŁĄCZĄCY NAJWARTOŚCIOWSZE ASPEKTY OŚWIECONEGO RACJONALIZMU Z GŁĘBOKĄ, PEŁNĄ MIŁOSIERDZIA WIARĄ ORAZ PEŁNYM BUKIETEM CHRZEŚCIJAŃSKICH CNÓT, NA CZELE Z POSZANOWANIEM OSÓB O ODMIENNEJ NARODOWOŚCI, KOLORZE SKÓRY I WYZNANIU RELIGIJNYM. Czyta sobie "wSieci" taki zwykły zjadacz chleba (chleba wyłącznie polskiego, nie z UE!), szukając np. niezbitych dowodów na winę Tuska, mrucząc sobie pod nosem "Teraz to już będziesz siedział, ty morderco-zdrajco", ale o dziwo nic podobnego nie znajduje! Wczytuje się mocno w każdy artykuł z nadzieją na cokolwiek w swoim guście, lecz zamiast tego odnajduje - wydestylowane chemicznie MIŁOŚĆ, PRZYJAŹN i DOBRO. W niezwykle subtelny, wręcz magiczny sposób dokonuje się w nim wewnętrzna przemiana. Z "ciemnego ludu" i brutala, który tylko czekał, by przylać komuś z hasłem "Polska Pany!" na ustach, staje się... Barankiem Bożym, gotowym zakasać rękawy i wykorzystać swe muskuły do pozytywistycznej pracy, by z radosnym śpiewem na ustach budować nową Rzeczpospolitą, wolną od przemocy, nienawiści i nietolerancji. Na Zło zawsze odpowiada Dobrem, gniew oponentów gasi życzliwym słowem, do każdego bez wyjątku wyciąga pomocną dłoń. Ta zdumiewająca metamorfoza w Świętego dokonała się właśnie za sprawą "wSieci" oraz "Gazety Polskiej", gazet tak często - i jakże niesłusznie - oskarżanych o szerzenie nienawiści! W jakim byłem błędzie, osądzając wyłącznie po okładkach! Jakże ogromnej intelektualnej pychy dałem dowód, utożsamiając formę z treścią! Mea culpa! Na szczęście jeszcze nie jest za późno, by się pokajać i napisać hymn pochwalny, co niniejszym czynię. Poprzedniego, krzywdzącego postu nie usuwam ze względów edukacyjnych: porównanie obydwu ilustruje moją ciemnotę (post pierwszy) przeradzającą się w oświecenie (post drugi).

Na tym należałoby zakończyć, lecz jeszcze nie mogę, muszę niestety przestrzec tych najbardziej gorliwych! Podczas przeglądania kilkunastu numerów obydwu periodyków przytrafiło mi się coś niezwykłego. Ciało straciło zbędne kilogramy, ubranie zmieniło kolor na jasnobiały, a nad głową pojawiło się coś okrągłego i świecącego. Okazało się, że nawet z wydestylowanym Dobrem można przesadzić. Przedawkowanie powoduje przemianę w AUTENTYCZNEGO ANIOŁA! Początkowo stan ten bardzo przypadł mi do gustu (przyznaję, ucieszył zwłaszcza brak nadwagi), lecz gdy palce na klawiaturze stały się prawie przezroczyste i z trudem wystukiwałem kolejne literki, uświadomiłem sobie, że metamorfoza trwa w najlepsze i powoli zamieniam się w ciało astralne! Natychmiast stanął mi przed oczyma Patrick Swayze, bezskutecznie próbujący objąć Demi Moore swymi niematerialnymi ramionami (Uwierz w ducha). Niepokojący obraz! Przykład drugiego przywołanego w pamięci bohatera fikcyjnego również nie uspakajał. W Szatańskich wersetach Salmana Rushdiego jeden z protagonistów zostaje żywcem przemieniony w Anioła i zupełnie nie wychodzi mu to na zdrowie. Co prawda sprawcą przemiany okazał się w tym wypadku Allah, nie zaś "Gazeta Polska", więc podejrzewam, że była to przemiana gorszego sortu, ale wciąż - nie sposób zignorować takiego ryzyka!

Postanowiłem więc przezornie poczekać ze wstąpieniem do jednego z siedmiu chórów anielskich aż do życia pozagrobowego, zaś w celu "odanielenia" uciekłem się do metody radykalnej, stosowanej wyłącznie w ekstremalnych przypadkach! Na YouTube odnalazłem jednego z popleczników Adwersarza, dla niepoznaki strojącego się w szatki "ekstremalnego antymainstreamu" (czytelnicy "Gazety Polskiej" dobrze wiedzą, jak szkodliwe treści ukrywają podobnie niezrozumiałe nazwy): zespołu muzycznego BEHEMOTH, pochodzącego (o zgrozo!) z Polski. Wytrwale oglądałem losowo wybrany teledysk, z niewysłowionym bólem odliczając na pasku przebiegu pozostałe minuty i sekundy, choć moja już po części anielska dusza stawiała zaciekły opór temu plugastwu, odruchowo zamykając mi oczy! Ostatkiem sił, tocząc tytaniczny bój sam ze sobą, rozwarłem powieki obiema dłońmi! Zaciskałem szczęki, aby nie wypowiedzieć modlitwy w intencji nieszczęsnego wokalisty, który z pełną świadomością potępiał swą nieśmiertelną duszę miotając bluźnierstwa! Na szczęście owe niedludzkie wycia i charczenia były praktycznie niezrozumiałe! Przetrwałem pięć minut diabelskiego jazgotu, a po ich upływie (Bogu niech będą dzięki!) z ulgą stwierdziłem powrót do swej cielesnej formy. Niestety, dokładnie takiej samej jak przed metamorfozą. Utrata brzuszka była tylko chwilowa.

Pamiętajmy więc - nie przesadzać z Absolutnym Dobrem! Ergo - nie rozczytywać się zbyt namiętnie w "Gazecie Polskiej" i "wSieci". Piszę to z autentycznym żalem, jako świeżo upieczony fan obydwu pism.


Gniew, ksenofobia, oszczerstwa? Skądże znowu! W artykułach pełno rozwagi, poszanowania odmiennych poglądów, kultury myśli i słowa! Przedstawiam najbardziej zwodnicze okładki "wSieci" wraz z komentarzem, o co tak naprawdę chodziło.


Podobieństwa z klasycznym włoskim plakatem straszącym murzyńskim gwałcicielem niezwykle mylące! "wSieci" nie straszy, tylko rzetelnie ostrzega, zaś fotografia zyskała aprobatę wszystkich zatrudnionych w tygodniku ekspertów.


Kolejna zmyłka! W numerze tekst o balu przebierańców z udziałem wszystkich zasłużonych działaczy Solidarności. Jarosław Kaczyński był w latach osiemdziesiątych zajęty przygotowywaniem projektu IV RP (już wówczas przewidując powstanie i moralną degrengoladę Trzeciej!), brał więc znikomy udział w odzyskiwaniu niepodległości i na balu pojawić się nie mógł.


Tutaj wyjątkowo okładka nie wprowadza w błąd! Niestety, wszystko to nagie fakty! Zdjęcie nie było retuszowane, zostało zrobione z ukrycia zza kremlowskiego węgła. Fotograf zapłacił najwyższą cenę za demaskację haniebnego Układu: Kilka dni po opublikowaniu numeru Putin WŁASNORĘCZNIE GO UDUSIŁ!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz