31 lipca 2017

Po jednym kadrze: 48 godzin (1982)

"Ale kanał! Jakiś świr zabrał mi spluwę i lata z nią po ulicach zabijając ludzi, a ja, zamiast siedzieć w domu i grzmocić swoją dziewczynę aż jej bańki uszami polecą, błąkam się po całym mieście z jakimś bambusem wystrojonym jak szczur na otwarcie kanału!"

48 GODZIN (1982) soczyste językowo jak nigdy później w brawurowym przekładzie Tomasza Beksińskiego (na kasecie VHS wydanej przez ITI). Tzw. poprawność polityczna nie jest jego mocną stroną, ale to już zarzut nie wobec tłumacza, starającego się wiernie (a zarazem kreatywnie) oddać ducha oryginału, ale wobec całokształtu twardzielskiego kina epoki reganowskiej.

29 lipca 2017

Po jednym kadrze: Building a Better Zombie (2004)


Dokument Williama Hellfire odsłania tajniki planu filmowego klasycznego horroru włoskiego z 1989 roku, wyświetlanego we Włoszech pod tytułem ZOMBI 2 jako kontynuacja NOCY ŻYWYCH TRUPÓW (znanych tam po prostu jako ZOMBI). Film w reżyserii Lucio Fulciego znacząco różnił się od amerykańskiego hitu George'a Romero zarówno pod względem fabularnym, jak i wizualnym. Zombie nigdy wcześniej nie wyglądały tak koszmarnie – w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nietrudno było zapomnieć, że pod przerażającym makeupem ukrywali się zwykli, jak najbardziej żywi aktorzy, dzielnie znoszący rozmaite niewygody, jakich wymagał pożądany przez reżysera naturalizm efektów specjalnych.


PS.
Rozpoczęty cykl skupiać się będzie na krótkich refleksjach na temat rozmaitych filmów (a zapewne również seriali, skoro tyle ich teraz naprodukowali), za punkt odniesienia obierając załączony kadr. Forma ta wydawać się może zdawkowa, jako że o każdym tytule można napisać znacznie więcej, jest jednak konieczna dla zachowania regularności wpisów. Wciąż nie jestem pewien, kiedy rozpocznę dłuższe omówienia i recenzje, nie chciałbym natomiast, aby nagła, spontaniczna rezurekcja okazała się efemeryczna i utknęła na dwóch nietypowych postach, dotykających kwestii budzących moją głęboką niechęć. Tymczasem to nie odraza, a fascynacja powinna być motorem napędowym każdego choć trochę wartościowego bloga o (pop)kulturze. Blogi wylewające żółć, plujące jadem i starające się "słowem złym zabijać tak jak nożem" stanowią zupełnie odrębną działkę tematyczną (chyba że komuś zamarzyło się pisać o utworach sztuki z wyłączną intencją werbalnego zrównania ich z ziemią!).

27 lipca 2017

Jak zjadacza chleba w anioła przerobić? Poradnik praktyczny.

Gorąco zachęcany na Fejsbusiu do zapoznania się z treścią tygodnika "wSieci", który tak lekkomyślnie zaatakowałem w poprzednim wpisie, jak również zbliżonej tematycznie i estetycznie "Gazety Polskiej", ochoczo zabrałem się do lektury... i przeżyłem nie lada szok! Ociekające jadem okładki z hasłami typu "Rosyjskie rozkazy dla Tuska" bądź też "Uchodźcy przynieśli śmiertelne choroby" okazały się tylko i wyłącznie zasłoną dymną, wabikiem dla zwykłego zjadacza chleba (przedstawiającego się jako "prawdziwy, czystej krwi Polak"), który w poszukiwaniu tanich teorii spiskowych i legitymizacji swych kontrowersyjnych poglądów rasowych sięga po dany numer, zagląda do środka, po czym - całkiem nieświadomie! - nasiąka wartościami zgoła przeciwnymi.

Jakież to wartości? Lepszych nie znajdziecie! GŁĘBOKI HUMANIZM ŁĄCZĄCY NAJWARTOŚCIOWSZE ASPEKTY OŚWIECONEGO RACJONALIZMU Z GŁĘBOKĄ, PEŁNĄ MIŁOSIERDZIA WIARĄ ORAZ PEŁNYM BUKIETEM CHRZEŚCIJAŃSKICH CNÓT, NA CZELE Z POSZANOWANIEM OSÓB O ODMIENNEJ NARODOWOŚCI, KOLORZE SKÓRY I WYZNANIU RELIGIJNYM. Czyta sobie "wSieci" taki zwykły zjadacz chleba (chleba wyłącznie polskiego, nie z UE!), szukając np. niezbitych dowodów na winę Tuska, mrucząc sobie pod nosem "Teraz to już będziesz siedział, ty morderco-zdrajco", ale o dziwo nic podobnego nie znajduje! Wczytuje się mocno w każdy artykuł z nadzieją na cokolwiek w swoim guście, lecz zamiast tego odnajduje - wydestylowane chemicznie MIŁOŚĆ, PRZYJAŹN i DOBRO. W niezwykle subtelny, wręcz magiczny sposób dokonuje się w nim wewnętrzna przemiana. Z "ciemnego ludu" i brutala, który tylko czekał, by przylać komuś z hasłem "Polska Pany!" na ustach, staje się... Barankiem Bożym, gotowym zakasać rękawy i wykorzystać swe muskuły do pozytywistycznej pracy, by z radosnym śpiewem na ustach budować nową Rzeczpospolitą, wolną od przemocy, nienawiści i nietolerancji. Na Zło zawsze odpowiada Dobrem, gniew oponentów gasi życzliwym słowem, do każdego bez wyjątku wyciąga pomocną dłoń. Ta zdumiewająca metamorfoza w Świętego dokonała się właśnie za sprawą "wSieci" oraz "Gazety Polskiej", gazet tak często - i jakże niesłusznie - oskarżanych o szerzenie nienawiści! W jakim byłem błędzie, osądzając wyłącznie po okładkach! Jakże ogromnej intelektualnej pychy dałem dowód, utożsamiając formę z treścią! Mea culpa! Na szczęście jeszcze nie jest za późno, by się pokajać i napisać hymn pochwalny, co niniejszym czynię. Poprzedniego, krzywdzącego postu nie usuwam ze względów edukacyjnych: porównanie obydwu ilustruje moją ciemnotę (post pierwszy) przeradzającą się w oświecenie (post drugi).

Na tym należałoby zakończyć, lecz jeszcze nie mogę, muszę niestety przestrzec tych najbardziej gorliwych! Podczas przeglądania kilkunastu numerów obydwu periodyków przytrafiło mi się coś niezwykłego. Ciało straciło zbędne kilogramy, ubranie zmieniło kolor na jasnobiały, a nad głową pojawiło się coś okrągłego i świecącego. Okazało się, że nawet z wydestylowanym Dobrem można przesadzić. Przedawkowanie powoduje przemianę w AUTENTYCZNEGO ANIOŁA! Początkowo stan ten bardzo przypadł mi do gustu (przyznaję, ucieszył zwłaszcza brak nadwagi), lecz gdy palce na klawiaturze stały się prawie przezroczyste i z trudem wystukiwałem kolejne literki, uświadomiłem sobie, że metamorfoza trwa w najlepsze i powoli zamieniam się w ciało astralne! Natychmiast stanął mi przed oczyma Patrick Swayze, bezskutecznie próbujący objąć Demi Moore swymi niematerialnymi ramionami (Uwierz w ducha). Niepokojący obraz! Przykład drugiego przywołanego w pamięci bohatera fikcyjnego również nie uspakajał. W Szatańskich wersetach Salmana Rushdiego jeden z protagonistów zostaje żywcem przemieniony w Anioła i zupełnie nie wychodzi mu to na zdrowie. Co prawda sprawcą przemiany okazał się w tym wypadku Allah, nie zaś "Gazeta Polska", więc podejrzewam, że była to przemiana gorszego sortu, ale wciąż - nie sposób zignorować takiego ryzyka!

Postanowiłem więc przezornie poczekać ze wstąpieniem do jednego z siedmiu chórów anielskich aż do życia pozagrobowego, zaś w celu "odanielenia" uciekłem się do metody radykalnej, stosowanej wyłącznie w ekstremalnych przypadkach! Na YouTube odnalazłem jednego z popleczników Adwersarza, dla niepoznaki strojącego się w szatki "ekstremalnego antymainstreamu" (czytelnicy "Gazety Polskiej" dobrze wiedzą, jak szkodliwe treści ukrywają podobnie niezrozumiałe nazwy): zespołu muzycznego BEHEMOTH, pochodzącego (o zgrozo!) z Polski. Wytrwale oglądałem losowo wybrany teledysk, z niewysłowionym bólem odliczając na pasku przebiegu pozostałe minuty i sekundy, choć moja już po części anielska dusza stawiała zaciekły opór temu plugastwu, odruchowo zamykając mi oczy! Ostatkiem sił, tocząc tytaniczny bój sam ze sobą, rozwarłem powieki obiema dłońmi! Zaciskałem szczęki, aby nie wypowiedzieć modlitwy w intencji nieszczęsnego wokalisty, który z pełną świadomością potępiał swą nieśmiertelną duszę miotając bluźnierstwa! Na szczęście owe niedludzkie wycia i charczenia były praktycznie niezrozumiałe! Przetrwałem pięć minut diabelskiego jazgotu, a po ich upływie (Bogu niech będą dzięki!) z ulgą stwierdziłem powrót do swej cielesnej formy. Niestety, dokładnie takiej samej jak przed metamorfozą. Utrata brzuszka była tylko chwilowa.

Pamiętajmy więc - nie przesadzać z Absolutnym Dobrem! Ergo - nie rozczytywać się zbyt namiętnie w "Gazecie Polskiej" i "wSieci". Piszę to z autentycznym żalem, jako świeżo upieczony fan obydwu pism.


Gniew, ksenofobia, oszczerstwa? Skądże znowu! W artykułach pełno rozwagi, poszanowania odmiennych poglądów, kultury myśli i słowa! Przedstawiam najbardziej zwodnicze okładki "wSieci" wraz z komentarzem, o co tak naprawdę chodziło.


Podobieństwa z klasycznym włoskim plakatem straszącym murzyńskim gwałcicielem niezwykle mylące! "wSieci" nie straszy, tylko rzetelnie ostrzega, zaś fotografia zyskała aprobatę wszystkich zatrudnionych w tygodniku ekspertów.


Kolejna zmyłka! W numerze tekst o balu przebierańców z udziałem wszystkich zasłużonych działaczy Solidarności. Jarosław Kaczyński był w latach osiemdziesiątych zajęty przygotowywaniem projektu IV RP (już wówczas przewidując powstanie i moralną degrengoladę Trzeciej!), brał więc znikomy udział w odzyskiwaniu niepodległości i na balu pojawić się nie mógł.


Tutaj wyjątkowo okładka nie wprowadza w błąd! Niestety, wszystko to nagie fakty! Zdjęcie nie było retuszowane, zostało zrobione z ukrycia zza kremlowskiego węgła. Fotograf zapłacił najwyższą cenę za demaskację haniebnego Układu: Kilka dni po opublikowaniu numeru Putin WŁASNORĘCZNIE GO UDUSIŁ!!!

26 lipca 2017

Opinia o tygodniku opiniotwórczym (mocno zabarwiona emocjami)

Mój pierwszy wpis od lat! Chciałbym powrócić do bloga na dłużej, muszę tylko uporać się ze zmianą konta, aby podpisywać posty własnym nazwiskiem. W związku z tym będzie odtąd grzecznie, potulnie, bez kontrowersyjnych treści... A może wręcz na odwrót! Sporo zależy od charakteru filmów, książek i komiksów, jakie pojawią się na mojej drodze. Ponieważ nie tak znowu wiele zmieniło się przez te pięć lat z okładem, zapewne będzie tak, jak było. Zaczynam jednak nietypowo, bo od polityki.

Zastanawiałem się poważnie, czy poruszać ten temat, gdyż może być skrajnie niebezpieczny! Całkiem prawdopodobne, że Macierewicz, w przerwie między dymisjonowaniem wszystkich zasłużonych dla armii generałów, przegląda cały polskojęzyczny Internet, sporządzając Wielką Listę Zdrajców Ojczyzny, których niezawisły sąd Ziobry skazywać będzie bez procesu na dożywotnią katorgę. Uspokajam się jednak, że na taką listę tak czy owak trafią wszyscy, którzy na swym facebookowym profilu choć raz nie zamieścili wpisu "Kocham PiS, nienawidzę UE!" Bardziej obawiam się banału. Co nowego można napisać o tym, co się teraz dzieje? Zamiast klepać w klawiaturę prokonstytucyjne i proeuropejskie hasła, należy wyjść na ulicę dowolnego większego miasta (we wszystkich wciąż trwają gigantyczne protesty) i to samo wykrzyczeć, wyśpiewać, wyrecytować, ewentualnie wypisać na transparencie. Udział w manifestacji zapewnia autentyczne poczucie wspólnoty, podczas gdy w Internecie ma ono głównie charakter iluzoryczny. Cóż, nie uciekłem od oczywistych oczywistości, ale to tytułem wstępu. Czas na meritum:

Warzywniak, w którym dotychczas mogłem sobie przeglądać m.in. "Fakt" i "Super Express", mocno obniżył standardy i zaczął sprowadzać pisemko "wSieci". Sam rzut oka na okładkę wystarczy, by przyprawić klienta o torsje. Eksponowanie jej na półce nie jest dobrą strategią marketingową dla sklepu mającego w ofercie produkty żywnościowe! Powiadają, że nie powinno się oceniać książki po okładce, ale czasopism ta maksyma nie dotyczy, tutaj aspekt wizualny w pełni odpowiada treści. Nie trzeba nawet zaglądać do środka, aby wyrobić sobie miarodajną opinię. Z estetycznego punktu widzenia okładka jest szczytem bezguścia, popisem gimnazjalnego grafika komputerowego bezskutecznie próbującego opanować Photoshopa. Zapewne artykuł, jaki to szkaradzieństwo ilustruje, jest analogicznym popisem grafomanii. Podejrzenie uzasadnione, ponieważ pod względem merytorycznym okładka bije wszelkie rekordy nienawistnej głupoty. Jej przekaz jest bzdurny, paranoiczny i skrajnie obraźliwy dla polskiego społeczeństwa obywatelskiego.

Stanowi on efekt burzy mózgów redakcji "wSieci", która nie dopuszcza do wiadomości, że istnieją w Polsce ludzie myślący samodzielnie, mający czelność nie traktować TVP bądź ich gazetki jako wyroczni. Jeśli obywatele wychodzą na ulice w ilościach, których nie sposób zbyć kpiącym komentarzem (np. że tak sobie tylko spacerują), należy wytłumaczyć ten fakt działaniem obcej agentury. Ktoś z Zachodu, zapewne Niemcy, manipuluje polskim społeczeństwem za pomocą swoich szpicli w kraju (Trójca Michnik-Schetyna-Petru), i za granicą (rzecz jasna Tusk!). Wizerunek przewodniczącego Rady Europejskiej w mediach prawicowych nie jest spójny - raz jest to bezwolna marionetka, popychadło Merkel, "Dyzma polskiej polityki" (chapeau bas, taka inwektywa wymaga co najmniej wykształcenia średniego!), innym razem urasta do rangi Imperatora Palpatine atakującego całą potęgą Ciemnej Strony Mocy ostatni europejski bastion wartości chrześcijańskich, Czwartą RP! Właśnie jako wcielonego diabła przedstawia go okładka "wSieci", zabrakło tylko rogów na czole. Pamiętajmy więc: jeśli manifestujemy, to tylko dlatego, że w umysłach namieszali nam Wrogowie Ojczyzny, a pewnie także... sam Szatan!

Co na to ludzie biorący udział w manifestacjach? Jeśli któremuś z nich zdarzyło się kupić "wSieci", powinien teraz poważnie zastanowić się nad doborem lektur. Podpowiadam: Najlepsze są takie, które nie plują w twarz - ani jemu, ani nikomu innemu, bez względu na jego polityczne zapatrywania. Przechodząc na poziom eschatologiczny: co na to Diabeł? Czy nie powinien się obrazić za utożsamianie go z każdym ideowym przeciwnikiem "wSieci"? A może już dawno opętał cały zespół redakcyjny, który za jego podszeptem pisze swoje ohydne i bzdurne artykuliki?